2009-11-16, autor: M. Mierzejewska, E. Pasterska
Kaliskie wandrowczyki
Wandrowczykami
nazywają na Kociewiu obieżyświatów, podróżników.
W każdym roku Gminne Koło PZERiI w
Kaliskach organizuje wycieczki. Tym razem wybraliśmy się do Szymbarka i
Sierakowic. Co prawda w Szymbarku byliśmy już kilkakrotnie, ale w grupie zawsze
raźniej, a i świat co dzień inny.
Na naszej trasie z Kalisk
pojawił się Szymbark. Ten sam sprzed lat, a jakże inny. Wśród checz kaszubskich,
tych większych przeznaczonych na hotele i tych mniejszych, stoi chatka do góry
nogami. Jak tam wejść, kiedy już na progu czuje się niezwykłą siłę? Już w
drzwiach kręci się w głowie. Niejeden z nas przekroczył próg i wnet się cofnął.
Ci odważniejsi pchani ciekawością, zniknęli we wnętrzu trzymając się, jak się u
nas mówi, rękamy i nogamy. Kiedy pokonaliśmy parter, na piętro szło się już
łatwiej. Może to poręcze schodów sprawiły, że czuliśmy się bezpieczniejsi? Opanowaliśmy
zawrót głowy i spojrzeliśmy prosto w twarz naszego papieża, który spoglądał na
nas z obrazu i uśmiechał się patrząc przez palce jak przez lornetkę.
Przysiedliśmy na chwilę na ławeczce przy stole, na którym stały szklaneczki do
połowy napełnione wodą. Co za zjawisko? Stoją skośnie, jakby miały za chwilę
się zsunąć, a woda wylać, ale nic z tego! Stoją, jakby czekały na spragnionego
wędrowca. Chociaż tu złapaliśmy równowagę i zebraliśmy siły, by przy pomocy
Iiny schodami zejść na dół. Dziwne było to uczucie. Kto to wymyślił?!
Skoro
jesteśmy na Kaszubach u naszych sąsiadów, postanowiliśmy zwiedzić Sierakowice.
Wielu z nas było tam po raz pierwszy. To piękna wieś gminna. Już na pierwszy
rzut oka widać, że mieszkańcy są zamożni. To stąd pochodził autor ołtarza,
który stanął w Pelplinie 6 VI 1999 roku. Po papieskiej pielgrzymce część
została przeniesiona do Sierakowic, skąd pochodził artysta konstruktor. Na
wodzie stoi stół ołtarzowy, a nad nim sieć rybacka unoszona przez dwa ptaki. Wszystko
to otoczone jest pięknym zadbanym parkiem, w którym trawa i kwiaty są
automatycznie nawadniane.
Po
zwiedzeniu tego urokliwego zakątka ruszyliśmy w dalszą drogę. Ponieważ nie
bardzo nam się spieszyło, zatrzymaliśmy się w Starej Kiszewie w pięknej
restauracji Wrota Kaszub. Tutaj
daliśmy upust rozkoszom podniebienia. Napiliśmy się soków, zjedliśmy pyszne
desery i ruszyliśmy w dalszą drogę.
Teraz z utęsknieniem czekamy na dalsze nasze wandrowanie w przyszłym roku. Ciekawe co też wymyślą nasze władze emeryckie, bo dotąd to wszystko było na „szóstkę”.
